Zaskakujący prolog

Piątek upłynął rajdowcom pod znakiem deszczu, który czasem tylko zmieniał się w mżawkę. Na szczęście wypogodziło się przynajmniej na uroczysty start w centrum Szczecinka, dzięki czemu zgromadzona publiczność miała okazję poznać głównych aktorów tego przedstawienia. Wieczorem rozegrany został prolog, który wprowadził nieco zamieszania do klasyfikacji.

Piątek nie był dla zawodników zbyt wyczerpującym dniem. Musieli co prawda poddać kontroli dokumenty i samochody rajdowe, ale dla większości to „bułka z masłem”. Popołudnie to z kolei uroczysty start w centrum Szczecinka. Ustawiona tuż nad malowniczym jeziorem rampa to idealne miejsce do zaprezentowania się publiczności. Ale kibice zainteresowani byli też oglądaniem rajdowców w akcji, na trasie odcinków – w piątek specjalnie dla nich przygotowano prolog.
Trasa odcinka super specjalnego została odtajniona już rano, ale zawodnicy mogli zapoznać się z nią tylko… na piechotę. Większość skwapliwie skorzystała z tego przywileju, próbując ustalić taktykę na przejazd. Padający deszcz sprawił, że nawierzchnia trochę rozmokła i większość kierowców zapowiadała ostrożną jazdę.
Na prologu trudno wygrać rajd, za to bardzo łatwo go… przegrać. Przekonało się o tym boleśnie kilku zawodników. W czołówce mistrzostw Polski na pierwszy plan wychodzi pojedynek Marcina Łukaszewskiego z Miroslavem Zapletalem. Piątek na pierwszym miejscu zakończyła ekipa Zapletal/Momot.

Marcin swoje BMW zostawił w garażu i postawił na wynajętego Forda. Jak powiedział: „ten samochód lepiej się prowadzi, jest dużo bardziej wydajny na piasku. Choć już zapanowaliśmy nad awariami BMW, to jednak Ford po prostu jest lepszy.” To nie pomogło, bo wyjeżdżając z wąwozu za bardzo zaatakował kołem skarpę, przez co auto zostało podbite i położyło się na boku. Szybka akcja kibiców pozwoliła wrócić do normalnej pozycji, ale przygoda zakończyła się stratą 30 s i 5. miejscem.

W gronie aut seryjnych najszybciej prolog pokonali Robert Kufel i Daniel Burzyński. Na boku zakończył jazdę również Filip Łukasik. Wprowadziło to nieco zamieszania, bo nie wszyscy zawodnicy sprawnie ominęli zawalidrogę. Problemu nie miał z tym Jacek Soboń, który kolejny raz udowodnił, komu należy się Puchar Polski Samochodów Terenowych – przyjechał 18 s przed kolejną ekipą (przypomnijmy: po 4 km ścigania!).

Również zawodnicy z pucharu Dacii pozytywnie wypowiadali się o trasie, podkreślając że nie było problemów z jej przejezdnością ani z przyczepnością opon po opadach deszczu – odcinek miał gruntową nawierzchnię, ale nie było na niej nawet kałuż. Liderzy klasyfikacji (Wicentowicz i Boba) pojechali spokojnie, ale nie ma się co dziwić – wystarczy im dalsze miejsce, żeby wygrać w pierwszej edycji pucharu. Świetne czwarte miejsce w „generalce” klasyfikacji RPPST wywalczyła ekipa Baranowski/Konczak.


Wyrównaną walkę stoczyli motocykliści. Pierwszy na prologu był Krzysztof Jarmuż, czwarty Piotr Zawiliński stracił kilkanaście sekund.

Bardzo sprawnie trasę pokonywali też kierowcy pojazdów UTV. Najszybsi Tomasz Białkowski z pilotem Dariuszem Baśkiewiczem jechali krócej niż Zapletal! Ale świetny czas nie był zaskoczeniem dla tych, którzy obserwowali załogę na trasie. O pechu może mówić ekipa Grzegorz Mikuła i Piotr Szczygieł – w Can-Amie uderzenia nie wytrzymało tylne zawieszenie. Na czele w grupie quadów z napędem 4×4 znalazł się Arkadiusz Lindner.

Sobota to intensywny dzień ścigania. Organizatorzy wytyczyli dwie próby specjalne: Czarne (57 km) oraz Okonek (43 km) – na zawodników wszystkich klas czekają dwie takie 100-kilometrowe pętle. Start pierwszego zawodnika do pierwszego odcinka przewidziany jest o 8.20. Razem z prologiem da to ponad 200 km „oesowych”, co oznacza, że punkty zdobyte w Szczecinku pomnożone będą przez 2. Na każdej z prób czekają też specjalne strefy przygotowane dla kibiców.