Spokojna niedziela

Czy o rajdzie cross country można powiedzieć, że był spokojny? W przypadku tegorocznej edycji Baja Szczecinek – tak. Nie oznacza to bynajmniej braku rywalizacji sportowej, przeciwnie – w wielu klasach dopiero poligon w Czarnem miał zadecydować o końcowych tytułach w całym sezonie i walka odbywała się „na całego”. Ale wszystko przebiegało dokładnie zgodnie z planem, obyło się bez wypadków, a panowie z Centrum Kierowania Rajdem… nigdy się tak nie wynudzili.

Odwołanie Baja Inter Cars oznaczało, że to w Szczecinku i Czarnem rozstrzygną się losy mistrzostw i pucharów Polski. W kilku klasach karty były rozdane, ale ciągle pozostawała otwarta sprawa chociażby tytułu mistrzów Polski w klasyfikacji generalnej RMPST.
Na sobotę zaplanowany był jeden odcinek specjalny pokonywany trzykrotnie przez wszystkich zawodników. Oczywiście, nie brakowało głosów krytyki – dlaczego tylko jeden? Odpowiedź jest dość prosta: bo coraz trudniej o pozyskanie terenów i należy dziękować włodarzom Szczecinka oraz leśnikom i wojskowym, że pozwolili ścigać się w tej okolicy. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że organizacja rajdów jest coraz trudniejsza – świadczą o tym chociażby odwołane dwa rajdy w tym sezonie.
Co ciekawe, głosy krytyczne najczęściej pochodziły od tzw. „znawców”, bo zawodnicy wykazywali się zrozumieniem i podkreślali, że trasa była świetnie przygotowana i zabezpieczona, a trzeci przejazd wcale nie okazał się walką o przetrwanie. Wiadomo, że nawierzchnia się niszczy i w kilku miejscach pojawiły się większe koleiny, ale obyło się bez dużych wyrw, dziur i odsłoniętych korzeni.

Na trasie nie zabrakło oczywiście słynnej „hopy Kufla”, gdzie wielu zawodników trenowało skoki. To jedno z najbardziej spektakularnych miejsc! Były też poligonowe „patelnie”. Kibice bez problemów mogli dojechać w sam środek poligonu, gdzie niemal cały dzień bez przerwy można było oglądać przejazdy rajdówek. Dojazd stąd do hopy to raptem kilka kilometrów.

Klasa „lekka”

Na trasę tradycyjnie jako pierwsze ruszyły motory, quady i „UTV-ki”. Najwięcej zgłoszeń pojawiło się w kategorii Q4, czyli quadów z napędem 4×4. Liczyliśmy na pojedynek Remigiusza Kusego i Radosława Lindnera – liderów klasyfikacji. Ten drugi krótko przed zawodami doznał kontuzji ręki, przez co pogodził ich… ten trzeci, czyli brat Radka – Arkadiusz. Arek w sezonie 2018 nie startował w pucharze Polski, ale pojawił się w Szczecinku „towarzysko”. To był dla niego udany rok, gdyż zdobył mistrzostwo Europy oraz III miejsce w cyklu FIM Baja World Cup. O tegorocznym sezonie i swoim starcie i powiedział: „Trasy, na których miałem przyjemność jeździć w tym roku, są diametralnie inne niż te, którymi charakteryzuje się Polska. Tak naprawdę nasi organizatorzy nie mają się czego wstydzić. My widzimy wszystkie błędy, często narzekamy, ale wszędzie gdzie się pojawiłem, były też różnego rodzaju nieporozumienia i niedociągnięcia. Bardzo się stęskniłem za terenami wokół Czarnego, za ludźmi z którymi się ścigałem przez ostatnich kilka lat. Rajd był bardzo dobrze przygotowany, trasa świetnie zabezpieczona. Pomimo, że jechaliśmy tę samą pętle trzy razy, za każdym razem była ona urozmaicona przez przejazd samochodów, wszystko się zmieniało. W moim przypadku rywalizacja fajnie się ułożyła, bo po wygranym prologu na pierwszym oesie jeden z moich przyjaciół rajdowych wyprzedził mnie o kilka sekund z czego miał wielką satysfakcję, a to zmotywowało mnie, żeby na kolejnym odcinku dać z siebie więcej. Udało mi się odrobić to z nawiązką, jeszcze przy okazji „skleiłem” karę za niefrasobliwe zachowanie i gadulstwo przed startem. Myślę, że wpływ na to miało też to, że na 1. odcinku byłem pierwszym czterokołowcem na trasie, zaraz po motorach, więc trzeba było skupić się mocno na nawigacji. Trzeci, ostatni odcinek to już sama frajda – nie aż tak ostro i szybko, ale z totalnym uśmiechem. Na koniec hopa Kufla – chcę powiedzieć, że czekałem na nią cały rok, uwielbiam to miejsce! Dzisiaj mi się udało, pierwszy, drugi, trzeci skok – było fajnie, za każdym razem inaczej.”
W klasyfikacji Moto na czele znalazł się Tomasz Dąbrowski, w Q2 Antonin Pacanda (niewielkie zaskoczenie, bo… jechał sam w tej grupie), w Q4 – Arkadiusz Lindner. Klasyfikację klubową wygrało Stowarzyszenie Grupa 4×4, zaś Sponsorską – Blachotrapez.

Królewska kategoria

W kategorii RMPST liczyliśmy na pojedynek pomiędzy małżeństwem Małuszyńskich (Michał i Julita, Mini All4Racing) a czesko-polskim duetem Miroslav Zapletal-Bartosz Momot (Ford F150 EVO). Lepsza okazała się załoga Forda, która nieznacznie, ale systematycznie powiększała przewagę. W związku z tym, w nieoficjalnej klasyfikacji sezonu, na czele znaleźli się Zapletal i Momot. Nie jest to zbyt dużym zaskoczeniem, jako że to już trzecie najwyższe trofeum Czecha w naszym kraju, a zawodnik ma ogromne doświadczenie zdobywane na radach takich jak Dakar i Africa Eco Race.
Za plecami czołówki również toczyła się zawzięta walka. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do wysokich pozycji zawodników w „uturbionych” pojazdach UTV – najniższe podium zajęli Mirosław Stocerz i Rafał Marton, zaś tuż za podium dojechała ekipa Jacek Soboń/Kacper Jeneralski. Po przesiadce do auta klasy TH „Japa” nareszcie pokazał na co go stać – wygrał tę grupę z blisko 10-minutową przewagą! W grupie T2 tryumfowali Tomasz Piec i Michał Marczewski.

Pod dyktando UTV

Emocji nie brakowało również w pucharze Polski. Najbardziej widoczną grupę stanowią tam oczywiście pucharowe Dacie, ale czołówkę stanowią znacznie mocniejsze pojazdy. Wydawało się, że ton rywalizacji nadawać będą ekipy Gołka/Gołka oraz Ellert/Kwaśniewski, ale zostały one wyeliminowane przez awarie. W tej sytuacji rolę przewodników przejęły załogi doładowanych UTV-ek Can-Am Maverick: Dariusz Szor/Andrzej Wieczorek oraz Cezary Woch/Przemysław Lipiński. Tuż za nimi pojawił się pierwszy samochód – Michała Goleniewskiego jadącego z Marcinem Michalskim. Po rajdzie kierowca powiedział: „Zmieniliśmy samochód, przeszliśmy z klasy S2 do S1. Przepaść jest ogromna, mamy potworną moc, dużo wyższe prędkości nieosiągalne w tamtym samochodzie. Najsłabsze ogniowo nowego samochodu to kierowca. To duża lekcja pokory, ale też z drugiej strony auto, które wiele wybacza, bo dziury i nierówności, ten samochód przechodzi z ogromną łatwością. Samochód, który napędza się od samego dołu do samej góry. Pierwszy raz tym autem jechaliśmy trasę w Czarnem i w związku z tym nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, wiedzieliśmy że to auto lubi skakać i nie ma problemów z tym żeby „dobiło”. W związku z tym pozwoliliśmy sobie na dość dużą prędkość. Prawdę mówiąc myślałem że nie jadę za szybko, ale jak zobaczyłem zdjęcie wysłane przez jednego z kibiców to pomyślałem że jednak było trochę za szybko, drugą pętlę pojechaliśmy nieco wolniej. Mieliśmy jedno wyprzedzanie blisko drzew. Przygotowanie imprezy super, fajne miejsce na bazę w mieście. Wiadomo, że wielokrotność przejazdów wiąże się z dziurami na trasie, ale wszyscy mają równo. Trasa opisana dobrze, zabezpieczona dobrze.”

Najwyższe podium w gronie seryjnych aut T2 należało do Michała Smoleńskiego i Michała Wilczyńskiego, ale tuż za nim pojawiły się Dustery. Na czele oczywiście Krzysztof Wicentowicz, który wygrał… 4 z 5 tegorocznych eliminacji pucharu! Dodatkowy bonus to zwycięstwo w całej grupie S2 RPPST!

Dokładne wyniki Baja Szczecinek w poszczególnych grupach znajdziecie w zakładce „Wyniki” po prawej stronie. Poniżej prowizoryczna klasyfikacja sezonu 2018.

Prowizoryczna klasyfikacja sezonu 2018