Ręka na pulsie

Ręka na pulsie

„Obyś żył w ciekawych czasach” – podobno tak głosi stare chińskie przekleństwo. Nie da się ukryć, że właśnie takie ciekawe czasy mamy w tej chwili, bo praktycznie cały świat staje na głowie za sprawą koronawirusa, który, nota bene, wyszedł właśnie z Chin. Koronawirus dotknął również świata rajdów, w tym polskich. Jedna z rund już została odwołana, terminy pozostałych także są niepewne. Również organizatorzy Baja Szczecinek, zaplanowanej na termin 5-6 czerwca, nie mają pewności, że koronawirus się do tego czasu od nas wyniesie, ale trzymają rękę na pulsie. Rajd jest przygotowany, czeka tylko na zielone światło.

Przygotowania do każdej kolejnej edycji Baja Szczecinek rozpoczynają się praktycznie już w momencie, kiedy zawodnicy opuszczają park serwisowy. Trzeba przeanalizować przebieg całego rajdu, wyciągnąć wnioski, zacząć planować. Głównym elementem przygotowań jest oczywiście przygotowanie samej trasy. To wcale nie taki łatwy proces, jak mogłoby się wydawać. I nie da się tego zrobić na podstawie Google Maps czy innych tego typu narzędzi. Na nią trzeba po prostu pojechać. Organizatorzy Baja Szczecinek, Andrzej Derengowski i Grzegorz Wasilewski osobiście doglądają „swojego” terenu i wytyczają oesy.

Przygotowanie trasy rajdu jest o tyle niełatwą sprawą, że nie da się tego zrobić na raz – trzeba regularnie pojawiać się na poligonach, bo las się zmienia, drogi się zmieniają. Krótko mówiąc, trzeba trzymać cały czas rękę na pulsie. Pierwsze „spotkanie” z trasą czasami bywa nieco szokujące – na poniższych zdjęciach widać, jak ona może wyglądać przed rozpoczęciem prac.

To wszystko trzeba przede wszystkim objechać, obejrzeć i przemyśleć. Dopiero wtedy można zająć się konkretnie przygotowaniem samych odcinków. A tu z kolei jest następna dawka poważnej roboty, której efekty widać na zdjęciach poniżej. Te prace również Andrzej i Grzegorz prowadzą osobiście.

W międzyczasie trzeba przygotować roadbook, również mając na uwadze to, że teren się cały czas zmienia, więc i sam roadbook wymaga kilkukrotnego sprawdzenia, a nawet poprawek, które każdorazowo należy uzgadniać. I tak przez parę ładnych miesięcy, aż do samego rajdu, żeby żadnego z zawodników nic na trasie nie zaskoczyło. Andrzej i Grzegorz tu także trzymają cały czas rękę na pulsie – czekają tylko na ustąpienie epidemii, potwierdzenie terminu (lub ustalenie nowego, jeśli jednak zajdzie taka potrzeba) i dobrą pogodę, która pozwoli na ponowną wizytację oesów i ostatnie szlify. Tak, jesteśmy gotowi!